Inferno Online (2016), Oglądaj bez ścin w jakości Full HD!

Inferno Online (2016), Oglądaj bez ścin w jakości Full HD! „Inferno”, nowa powieść Dana Browna wciąga, bawi, ale ma już wyraźne oznaki zmęczenia materiału. Zresztą jej bohater, prof. Langdon, biega (i myśli) coraz wolniej i z większym wysiłkiem.

Inferno Online:

Inferno Online
Inferno Online

Patrzę i się dziwię. Istnieje jakaś moda na dyskredytowanie Dana Browna, jako kompletnego literackiego dyletanta, który nie potrafi pisać. I to jest zdumiewające, bo przecież nie aspiruje on do bycia pisarzem wybitnym, a te swoje historyjki jakoś tam opowiada, jak średnio zdolny absolwent tzw. kursu kreatywnego pisania. Czy on jest gorszym literackim rzemieślnikiem niż na przykład Clancy, Coben, Koontz czy Patterson? Na pewno nie. Ale dokopuje mu się rytualnie w co drugim tekście na jego temat. Powód chyba jest jasny: odniósł za duży sukces, miał za dobry pomysł na formułę powieści sensacyjnej. I to się czyta, ba nie tylko odnosząc korzyści ludyczne, ale też mając złudzenie, że zdobywa się przy okazji jakieś informacje (o historii sztuki, wybitnych dziełach itp.), jak z książek Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka na w różnych zakątkach świata czy „Samochodzików” Zbigniewa Nienackiego. (Nawiasem mówiąc obaj ci polscy autorzy pod względem literackim też zaliczali się co najwyżej do drugiej ligi, a jednak mają status kultowych). W każdym razie zasada mieszania w tych powieściach jest prosta: sensacyjne zdarzenie, zagadka i pseudonaukowy wykład, i znów pogoń i przystanek przed dziełem sztuki.

Teraz wygląda na to, że Dan Brown musi wymyślić nową formułę swojego pisania, bo atrakcyjność tej, która przyniosła mu sukces słabnie i użyta czwarty raz zwyczajnie przynudza. „Inferno” to znów gonitwy przeplatane rozwiązywaniem historycznych szarad, niby więc wszystko jak było, ale Brown nadal nie tworzy postaci, jego bohater to zaledwie nazwisko, zawód i klaustrofobia – innych cech nie ma, nie ma też w nim żadnych niespodzianek, słabości itp. Nie jest pijakiem, jak Philip Marlowe, nie jest kandydatem do psychiatryka, jak agentka Carrie Mathison („Homeland”). To sama poprawność i czysty intelekt biegający na dwóch nogach. Więc samo latanie takiego fantomu, nawet po najbardziej atrakcyjnych miejscach, musi w końcu zacząć nużyć, choć powieść jeszcze nie wypada z kategorii: miła atrakcja deszczowego weekendu.

W nowej powieści, jak zwykle, bohater ma uratować świat przed niebezpieczeństwem, które chce sprowadzić na niego – tym razem – genialny uczony. Jakie ono ma być – nie wypada zdradzać, powiem tylko, że uczony przejęty losem świata i ludzkości doszedł do wniosku, że za duża ilość ludzi zniszczy wszystko i trzeba po prostu drastycznie zmniejszyć liczebność populacji. I to jest OK. Powieść dotyka rzeczywiście ważnego i poważnego problemu. Przedstawia projekt jego patologicznego rozwiązania, ale – nie bójmy się tego powiedzieć – logicznego. Z tym oczywiście można i trzeba dyskutować, ale nie tu, bo wcześniej musiałbym zdradzić istotę sprawy i popsuć przyjemność lektury tym, którzy mają ją jeszcze przed sobą.

Warto jednak zatrzymać się przy wątpliwości najważniejszej, bo pokazującej, że Dan Brown dochodzi do kresu swoich pisarskich możliwości. Mam na myśli zastrzeżenie jakie budzi samo założenie fabuły: po co ktoś, kto przygotowuje zamach o globalnym zasięgu celowo zostawiałby ślady, po których daje się go namierzyć? Przecież każdy, kto ma odrobinę oleju w głowie zdaje sobie sprawę z tego, że jak się robi coś nielegalnego, to się robi cicho i dbając o to, by zostawić jak najmniej śladów. Zwracam uwagę na określenie „kto ma odrobinę oleju w głowie”, a przecież w powieści tym kimś jest genialny uczony. I jak tu wierzyć w moc geniuszu? Ale czyta się to dobrze, nawet mimo tej fundamentalnej nielogiczności. A swoją drogą Dan Brown będzie musiał wymyślić coś nowego jeśli chce podtrzymać tempo marszu przez krainę literackiej rozrywki, które narzucił samemu sobie „Kodem Leonarda da Vinci”.

Trailer Filmu:

Komentarze:

Inferno Online